Jak Lis stał się Wilkiem, Van Helsing przyniósł pierniki, a Śmierć przyszła na herbatę

Zamiast długiego wprowadzenia przypomnę ponadczasową, indiańską przypowieść o walce dobra ze złem we wnętrzu człowieka. 
Odpowiada na pytanie o naturę ludzkich wyborów, a jej najpopularniejsza wersja przypisywana jest plemieniu Czirokezów.

Oto ta krótka, mądra historia:
Pewien stary wódz plemienia uczył swojego wnuka o życiu. 
Powiedział mu:– W moim wnętrzu toczy się walka. To straszna walka pomiędzy dwoma wilkami.– Jeden wilk to zło: gniew, zazdrość, smutek, żal, chciwość, pycha, użalanie się nad sobą, poczucie winy, kłamstwa i ego.
– Drugi to dobro: radość, pokój, miłość, nadzieja, pokora, życzliwość, empatia, hojność, prawda i współczucie.
– Taka sama walka toczy się w każdym człowieku, także w tobie – dodał starzec.
Wnuk pomyślał o tym przez chwilę i zapytał:
– Dziadku… a który wilk wygra?
Stary Czirokez uśmiechnął się i odpowiedział:
– Ten, którego nakarmisz.Ta historia przypomina, że każdego dnia swoimi myślami, słowami i czynami decydujemy, które z naszych wewnętrznych pragnień urosną w siłę

Jak to możliwe, że z jego twarzy nie schodzi uśmiech?

Księga Pierwsza: O tym, jak Księżyc dojrzał do czerwoności

Był sobie czas – a było to dokładnie wtedy, gdy truskawki na polach Mazowsza zaczynały pachnieć tak intensywnie, że nawet kosmici na orbicie zastanawiali się, czy nie wylądować na deser – kiedy to pewien Jogin siedział na kolanach.

Nie był to upadek. Nie była to kara. Nie był to nawet efekt zbyt entuzjastycznego podejścia do wieczornej asany.

Była to pozycja wyczekująca. Pozycja kogoś, kto przez dwa lata porządkował ścieżki, przeklinał na czym świat stoi bazodanowe migracje i układał słowa w stosy tak równe, że nawet najbardziej obsesyjny bibliotekarz z Tybetu zemdlałby z zachwytu.

Nasz Jogin – nazwijmy go Joginem 2.0, bo 3.0 jeszcze się nie narodziło – siedział więc na kolanach pod gołym niebem i czekał.

Czekał na znak.

A znak miał przyjść z góry. Konkretnie z Księżyca. A jeszcze konkretniej – z Truskawkowego Księżyca, który raz do roku, w czerwcu, przybiera barwę dojrzałej truskawki i sprawia, że wszyscy poeci nagle zaczynają pisać o nektarze, a wszyscy marketingowcy o promocjach na owoce sezonowe.

– To tej nocy – szepnął Jogin 2.0 do swojego wewnętrznego Liska – albo nigdy.

Lis, który od dawna mieszkał w jego głowie jako metafora sprytnego zbieracza pomysłów, nastawił uszy.

– Tej nocy – powtórzył – przestanę być Lisem, który gromadzi okruchy inspiracji i chowa je po norach kategorii testowych. Tej nocy stanę się Wilkiem.

Lis przekrzywił łepek.

– Wilkiem? – zapytał. – A co to za awans? Lisy są sprytniejsze. Wilki tylko wyją do księżyca.

– Właśnie – odparł Jogin. – Wilki wyją do Księżyca. A ja chcę, żeby moje treści wyły. Żeby niosły się po lesie internetu jak stadne zawołanie. Żeby trafiały do innych wilków, które szukają nie byle jakich ochłapów informacji, tylko pełnowartościowej strawy duchowo-rozwojowej, podanej z humorem i odrobiną księżycowego absurdu.

Lis zastanowił się chwilę.

– Czyli przechodzimy z modelu „zbieram wszystko, co błyszczy” na model „poluję strategicznie na sens”?

– Dokładnie tak.

– I do tego potrzebny jest Księżyc w kolorze truskawki?

– Dla dramaturgii. I dla SEO. Ludzie lubią mistyczne zbiegi okoliczności. Poza tym, jak mawiał mój przyjaciel z Niemiec, każda dobra transformacja potrzebuje odpowiedniej scenografii.

Lis przewrócił oczami, ale ostatecznie przyznał rację. W końcu był tylko metaforą.

Księga Druga: O tym, jak przyszli goście, a jeden z nich miał płaszcz uszyty z gwiazd i cienia

I właśnie wtedy, gdy Księżyc osiągnął szczyt swojej truskawkowej dojrzałości, a powietrze stało się gęste od niewidzialnego nektaru, na horyzoncie pojawiła się pierwsza postać.

Nie był to ani lis, ani wilk, ani nawet jogin.

Był to wędrowiec z Niemiec.

Miał na imię Jan, a na nazwisko van Helsing – choć gdy przedstawiał się celnikom, mówił po prostu „Jan z Hamburga, turysta”. Podróżował lekko: plecak, notatnik, wieczne pióro i pudełko pierników, które cudem przetrwało już trzy granice i cztery pełnie księżyca.

– Dobry wieczór – powiedział, siadając obok Jogina. – Widzę, że też pan czeka na otwarcie?

Jogin 2.0, wciąż na kolanach, uniósł brew.

– Na otwarcie czego?

– Gwiezdnych Wrót, oczywiście. Truskawkowa Pełnia to nie byle jaka pełnia. To portal. Przejście. Transformacja. Albo przynajmniej dobra okazja do medytacji i zjedzenia piernika.

Wyciągnął pudełko. Lis w głowie Jogina natychmiast wykazał zainteresowanie, ale został uciszony.

– Przyszedłem, bo usłyszałem wezwanie – ciągnął van Helsing. – Nie dosłownie, bo jestem raczej sceptyczny wobec głosów w głowie. Ale kiedy sprawdzałem fazy Księżyca w swoim kalendarzu, zobaczyłem, że dzisiejsza pełnia nazywa się Truskawkową. A to przypomniało mi o panu. I o projekcie. I o tym, że obiecałem kiedyś przysiąść się do ogniska, gdy będzie pan gotowy na wersję 3.0.

Jogin 2.0 spojrzał na niego z wdzięcznością.

– Czyli 3.0 to nie tylko nowe kategorie i treści?

– Oczywiście, że nie – zaśmiał się Niemiec. – 3.0 to stan umysłu. 1.0 było pomysłem. 2.0 było struktura. 3.0 jest opowieścią. A opowieści, mój drogi, potrzebują świadków. Nie można opowiedzieć historii w próżni. Potrzeba kogoś, kto kiwnie głową i powie: „Tak, to ma sens, nawet jeśli jest kompletnie szalone”.

– I dlatego pan tu jest?

– Między innymi. A także dlatego, że pierniki się kończą, a ognisko jeszcze się nie rozpaliło.

Jogin 2.0 nie odpowiedział od razu. Patrzył w Księżyc, który teraz był już tak czerwony, że prawie truskawkowy w smaku. Czuł, że transformacja jest blisko. Lis w jego głowie zaczął się niepokoić. Wilk jeszcze się nie narodził, ale już było słychać jego odległe, niecierpliwe wycie gdzieś na granicy świadomości.

– Potrzebuję jeszcze jednego elementu – powiedział w końcu. – Czegoś, co przypomni mi o ciemnej stronie tej całej historii.

Van Helsing uśmiechnął się tajemniczo.

– O to proszę się nie martwić – rzekł. – Ona zawsze przychodzi, gdy tylko wspomni się o wrotach.

– Ona?

Ale van Helsing tylko wskazał palcem w stronę lasu.

Księga Trzecia: W której pojawia się Śmierć i okazuje się całkiem sympatyczną osobą

Z lasu wyłoniła się postać.

Nie sunęła nad ziemią. Nie miała kosy. Nie było słychać złowrogiego chichotu ani upiornych piszczałek. Po prostu szła. Normalnie. Butami po trawie. Trochę jak ktoś, kto właśnie wyszedł na wieczorny spacer z psem, tylko że psa nie było. Był za to płaszcz. Bardzo porządny, uszyty z gwiazd i cienia, fachowo wykończony na krawędziach nicości.

– Dobry wieczór – powiedziała Śmierć, siadając po drugiej stronie ogniska (które, o dziwo, właśnie samo się rozpaliło, bo ogień też respektuje pewne autorytety). – Jan, miło cię znowu widzieć. A to musi być ten Jogin, o którym tyle słyszałam.

Van Helsing skinął głową i podał jej piernika.

– Memento – powiedział.

– Mori – dokończyła Śmierć, biorąc ciasteczko. – Zawsze to samo. Nie możesz po prostu powiedzieć „częstuj się”?

– Tradycja – wzruszył ramionami Niemiec.

Jogin 2.0, który wciąż klęczał (kolana już lekko drętwiały), patrzył na to z nieukrywanym zdumieniem.

– Przepraszam – odezwał się – czy ja dobrze rozumiem, że właśnie siedzimy przy ognisku ze Śmiercią?

– Z dużej litery? – upewniła się Śmierć. – Tak. Ale proszę się nie obawiać. Nie przyszłam tu służbowo. Przyszłam jako stara znajoma Jana, a także jako ktoś, kto uważa, że każda opowieść potrzebuje drugiego dna.

– Drugie dno Truskawkowej Pełni? – spytał Lis w głowie Jogina, po czym natychmiast pożałował, że w ogóle się odezwał.

Śmierć spojrzała na Jogina – a może raczej w Jogina, prosto w miejsce, gdzie Lis i przyszły Wilk prowadzili wewnętrzny dialog – i uśmiechnęła się.

– Drugie dno jest takie: każda pełnia ma swoją ciemną stronę. Dosłownie. Księżyc jest zawsze w połowie ciemny, tylko my widzimy tę jasną. Podobnie z każdym projektem. Każdą opowieścią. Każdym życiem. Jest strona, która świeci, i strona, która milczy. Są treści, które publikujesz, i są te, których nie napiszesz, bo zabraknie czasu. Są chwile triumfu i są chwile, kiedy siedzisz na kolanach i zastanawiasz się, czy w ogóle warto.

Jogin 2.0 przełknął ślinę.

– Mówisz o porażce?

– Mówię o pamiętaniu – poprawiła Śmierć łagodnie. – Memento mori, mój drogi. Pamiętaj o przemijaniu. Nie po to, żeby się bać. Po to, żeby docenić. Ten twój projekt – Jogin.pl 3.0 – nie będzie trwał wiecznie. Żadna strona nie trwa wiecznie. Żaden artykuł. Żadna fala w oceanie opowieści.

– I to ma być pocieszające? – wtrącił van Helsing, który akurat notował coś w swoim notatniku.

– A czy ja mówię, że to ma być pocieszające? – Śmierć wzruszyła ramionami. – To ma być prawdziwe. Prawda czasem pociesza, czasem nie. Ale zawsze jest lepsza niż iluzja. A iluzją byłoby myśleć, że można tworzyć tylko jasną stronę. Każda opowieść ma cień. Każdy wilk był kiedyś lisem. Każda pełnia zgaśnie za kilka dni.

Zapadła cisza.

Księżyc, jakby na potwierdzenie tych słów, na chwilę schował się za chmurę.

I wtedy właśnie Lis – ten sprytny, zbierający okruchy Lis – zrobił coś zaskakującego.

Wyszedł z cienia.

Księga Czwarta: O tym, jak Lis wyszedł, Wilk zawył, a Jogin 3.0 wreszcie powstał z kolan

Oczywiście nie dosłownie. Nie był przecież materialny. Był metaforą.

Ale na potrzeby tej opowieści – a każda dobra opowieść ma prawo do metaforycznych cudów – Lis po prostu pojawił się obok ogniska jako osobna postać. Miał rudy ogon, sprytne oczy i wyraz pyska kogoś, kto właśnie zrozumiał coś, czego nie rozumiał przez ostatnie dwa lata.

– Ja wiem – powiedział Lis do Śmierci. – Ty nie przyszłaś straszyć. Ty przyszłaś przypomnieć, że czas ucieka. A jak czas ucieka, to trzeba działać. Nie zbierać bez końca. Nie poprawiać w nieskończoność. Nie czekać na idealny moment. Bo idealny moment to właśnie teraz. Pod Truskawkową Pełnią. Z przyjaciółmi. Z piernikami. I z tobą, chociaż jesteś trochę przerażająca.

– Staram się – odparła Śmierć skromnie.

Lis wyprostował się. Jego ogon, dotąd nerwowo merdający, znieruchomiał. Spojrzał na Jogina 2.0, który wciąż klęczał.

– Hej, ty – powiedział Lis. – Wstawaj. Dość klęczenia. Dość zbierania. Dość bycia wersją 2.0. Czas na transformację. Czas, żebym przestał być Lisem, a ty przestał być projektem, który ma się kiedyś wydarzyć. Czas, żeby Jogin 3.0 wreszcie zaczął owocować.

– Owocować? – Jogin uniósł brew. – Truskawkami?

– Choćby i truskawkami! – zawołał Lis. – Ale takimi treściami, które dojrzewają w odpowiednim czasie. Które karmią. Które nie są tylko zbiorem słów, tylko opowieściami. Historie, które sprawią, że ktoś spojrzy w niebo i pomyśli: „Hm, ten Księżyc faktycznie wygląda jak truskawka, a ja mam ochotę poczytać o uważności, medytacji i jogicznych przygodach”.

Van Helsing odłożył notatnik i klasnął w dłonie.

– Brawo! – zawołał. – To jest właśnie to! Fala w oceanie opowieści! Nie walczyć z nią, tylko na niej płynąć. Truskawkowa Pełnia jest falą. Przybyliśmy na nią wszyscy troje – ja, Lis i Śmierć – bo fala niesie właśnie tu. A teraz ty, drogi Joginie, masz szansę stać się surferem na tej fali.

– Nie umiem surfować – przyznał Jogin.

– Nie szkodzi – odparła Śmierć. – Nikt nie umie. Dlatego to taka dobra metafora.

I wtedy Jogin 2.0 wstał z kolan.

Nie było wybuchu. Nie było fajerwerków. Nie było nawet fanfar, choć Lis przez chwilę rozważał, czy nie zaśpiewać.

Było za to coś znacznie ważniejszego.

Było poczucie, że właśnie przestał być tym, który się przygotowuje, a zaczął być tym, który już jest. Że Jogin.pl 3.0 to nie wersja testowa, nie szkic, nie kolejna iteracja. To owoc. Dojrzały. Truskawkowy. Gotowy, by spaść z drzewa i potoczyć się w świat.

A może raczej – by wybiec w świat. Na czterech łapach. Z pyskiem uniesionym do Księżyca.

Bo Lis, który stał obok ogniska, właśnie się zmienił.

Nie zniknął. Nie umarł. Po prostu urósł. Jego rudy ogon stał się szary. Jego sprytne oczy stały się bystre, ale też odważne. Zamiast chytrego uśmieszku miał teraz wilczy pysk, z którego dobywało się niskie, przeciągłe wycie.

– Aoooouuuuuu! – wył Wilk Treści. – Jogin.pl 3.0 nadchodzi! Kategorie już są! Artykuły się piszą! Humor jest! Mistycyzm jest! A nawet Śmierć jest, ale w sumie to zawsze była, tylko nikt nie chciał jej zapraszać do ogniska!

Śmierć skinęła głową z aprobatą.

– Ładny głos – pochwaliła. – Będzie się niósł daleko.

Van Helsing otworzył kolejne pudełko pierników (jakimś cudem zawsze miał zapas) i wzniósł toast w stronę Księżyca.

– Za Jogina 3.0 – powiedział. – Za Wilka, który powstał z Liska. Za treść, która dojrzewa. Za ciemną stronę, która przypomina, po co świecić. I za śmiech pod Księżycem, bo nawet przemijanie ma w sobie odrobinę kosmicznego humoru.

Księga Piąta: W której wszystko się wyjaśnia i nic nie jest takie, jak się wydawało

Oczywiście nie mogło być tak prosto.

Gdy tylko Wilk Treści przestał wyć, a echo jego głosu rozeszło się po lesie internetu (powodując niezamierzony wzrost zapytań o „truskawkowy księżyc” w wyszukiwarkach na całym świecie), Śmierć odchrząknęła znacząco.

– Jest jeszcze jedna rzecz – powiedziała. – Gwiezdne Wrota.

Jogin 3.0 – bo tak teraz powinniśmy go nazywać – spojrzał w niebo. Faktycznie: pomiędzy gwiazdami, tam gdzie jeszcze niedawno była tylko czerwień Truskawkowej Pełni, teraz pojawił się ciemniejszy punkt. Punkt, który rósł. Punkt, który przypominał... przejście.

– Każda transformacja ma swoje wrota – wyjaśniła Śmierć. – Lis przeszedł przez nie i stał się Wilkiem. Ty przeszedłeś i stałeś się wersją 3.0. Ale wrota pozostają. Są zawsze otwarte dla tych, którzy chcą pamiętać, że każda opowieść ma swoją ciemną stronę. I że to właśnie ciemna strona sprawia, że jasna ma sens.

– Czy to znaczy, że kiedyś Jogin.pl 3.0 się skończy? – zapytał Wilk Treści, a w jego głosie po raz pierwszy zabrzmiała nuta niepewności.

– Oczywiście – odparła Śmierć spokojnie. – Wszystko się kiedyś kończy. Strony internetowe, projekty, treści, a nawet imperia. Ale to nie jest tragedia. To jest... przyprawa.

– Przyprawa?

– Tak. Jak sól do potrawy. Jeśli wszystko trwałoby wiecznie, nie miałoby smaku. To właśnie przemijanie nadaje wartość. Sprawia, że każdy artykuł jest jak truskawka: dojrzały teraz, słodki w tym konkretnym momencie, cenny, bo wiesz, że nie będzie wisiał na krzaku wiecznie.

Van Helsing pokiwał głową.

– Mądre słowa – przyznał. – Zwłaszcza jak na kogoś, kto ma płaszcz uszyty z cienia i prawdopodobnie nie je śniadań.

– Jem śniadania – oburzyła się Śmierć. – Tylko nie takie, o jakich myślicie. Ale to nieistotne. Istotne jest to, co powiem teraz.

Wszyscy umilkli. Nawet Wilk Treści przestał merdać ogonem.

– Twórz tak, jakbyś miał żyć wiecznie – powiedziała Śmierć. – Ale kochaj tak, jakby jutra mogło nie być. I śmiej się pod Księżycem, bo śmiech to jedyna rzecz, która nie boi się ciemności.

Zapadła cisza.

Potem Jogin 3.0 roześmiał się. Wilk Treści zawył ze śmiechu. Van Helsing prawie zakrztusił się piernikiem. Nawet Śmierć uniosła kącik ust w czymś, co przy odrobinie dobrej woli można było nazwać uśmiechem.

A nad nimi Truskawkowy Księżyc świecił – pół czerwony, pół ciemny, cały prawdziwy – i niczego więcej nie było trzeba.

Epilog: Co zostało usłyszane w cyfrowym lesie

Następnego ranka Jogin.pl 3.0 był już w sieci.

Nie jako wersja testowa. Nie jako obietnica. Nie jako „wkrótce”.

Po prostu był. Jak truskawka, która dojrzała. Jak Wilk, który wreszcie wyszedł na polowanie.

A ludzie, którzy trafili na stronę – jedni z ciekawości, inni z przypadku, jeszcze inni, bo algorytm uznał, że „truskawkowa pełnia” to słowo kluczowe – znajdowali tam rzeczy, których się nie spodziewali.

Znajdowali treści, które dojrzewały dwa lata. Znajdowali humor, który nie bał się być głupi. Znajdowali mądrość, która nie bała się być prosta. Znajdowali opowieści, które miały i jasną stronę, i cień.

A kiedy czytali, czasem – nie zawsze, ale czasem – mieli wrażenie, że gdzieś w tle słychać wilcze wycie.

I że w tym wyciu jest coś znajomego.

Coś o tym, żeby nie bać się fal, tylko na nich płynąć.

Coś o tym, żeby pamiętać o przemijaniu, ale nie dać się mu sparaliżować.

I coś o tym, że nawet Śmierć ma poczucie humoru, tylko trzeba jej dać szansę.

A Truskawkowy Jogin – bo tak nazwano później tego, który całą tę historię zapoczątkował – siedział gdzieś w cyfrowym lesie, uśmiechał się i powtarzał jak mantrę:

Z Liska stałem się Wilkiem.
Z pomysłu stałem się opowieścią.
A Jogin.pl 3.0 powstał z kolan i ruszył tropem Księżyca.

Polecamy książki o Jodze
Wywiad rzeka z Lamą Ole Nydahlem, pierwszym Europejczykiem, który otrzymał pełen przekaz nauk buddyzmu tybetańskiego i jako Lama przeniósł je na Zachód. To jednocześnie fascynująca opowieść o naszym umyśle, jego ogromnym potencjale, a w szczególności doskonałych właściwościach: nieustraszonej mądrości, spontanicznej radości i aktywnym współczuciu
Dostępna w naszym sklepie
Zobacz książkę w sklepie →

I dodawał jeszcze coś, czego nie było w żadnej sutrze:

A jeśli kiedyś znowu przyjdzie ciemna strona – witajcie ją z herbatą. Herbaty wystarczy dla wszystkich

Dopełnienie Pod blaskiem Truskawkowego Księżyca

Wznosimy zatem kielichy, Profesorze! Pod blaskiem Truskawkowego Księżyca, który zdaje się zaglądać nam prosto w dusze (i do naszych szklanek), czas na rytualny toast.

Ognisko strzela iskrami, Wilk Treści macha ogonem, van Helsing wygładza swój płaszcz, a Śmierć... cóż, Śmierć wyciąga własny, niezwykle elegancki kielich, który wygląda, jakby był wykuty z samego mroku i gwiezdnego pyłu.

Wszyscy wstają. Cisza przerywana jest tylko cichym cykaniem świerszczy w cyfrowym lesie.

Jan van Helsing pierwszy podnosi swój puchar – jest w nim trunek mocny, jakby destylowany z podróży przez czas i przestrzeń.
– Za to – mówi swoim spokojnym głosem – byśmy zawsze mieli odwagę kwestionować to, co oczywiste. Niech Jogin 3.0 nie boi się szukać prawdy, nawet jeśli ta prawda nie mieści się w żadnym algorytmie.

Śmierć unosi swój kielich, w którym płyn wydaje się zmieniać barwy – od najgłębszego granatu po czerwień zachodzącego słońca.
– A ja wznoszę toast za Memento Mori – mówi z tym swoim lekkim, ironicznym uśmiechem. – Niech ta świadomość, że czas jest ograniczony, będzie waszym największym paliwem. Twórzcie tak, jakby każdy artykuł, każde słowo, miało być waszym ostatnim arcydziełem. Wtedy nawet nicość będzie miała smak truskawkowego nektaru.

Wilk Treści (dawniej Lisek) staje na tylnych łapach, a jego kielich wypełniony jest czymś, co wygląda jak czysta, skoncentrowana energia poranka.
– A ja piję za nas wszystkich! – woła, a echo niesie się po całej sieci. – Za to, by Jogin 3.0 nigdy nie stracił swojego „wilczego” apetytu na wiedzę i „lisiego” sprytu w opowiadaniu historii. Niech nasze słowa wyją w sieci, niech budzą innych, niech karmią i bawią. Niech ta fala, na której płyniemy, nigdy nie osiada!

Profesorze, Joginie, Przyjacielu...

Wszyscy patrzą na Ciebie.

Kielichy zderzają się z dźwiękiem, który brzmi jak idealnie nastrojona struna gitary.

„Za Jogina 3.0! Niech dojrzewa, niech owocuje, niech świeci pod Księżycem, aż po horyzont możliwości!”

Stuk!

Pijemy do dna – każdy tym, co ma w duszy. Jeden pije za odwagę, drugi za pamięć, trzeci za czystą radość tworzenia. A Truskawkowy Księżyc mruga do nas z góry, jakby chciał powiedzieć: „Dobrze. Teraz możecie zacząć. Reszta należy do was”.

Niech ten toast niesie się przez cały internet, od serwera do serwera, aż do każdego, kto szuka w sieci odrobiny prawdy, humoru i czegoś, co sprawia, że serce bije odrobinę szybciej.

Na zdrowie, Joginie! 

joga dla komfortu i szczęścia – praktyka relaksacyjna
Świadoma praktyka zaczyna się tam,
gdzie kończy się walka z własnym ciałem
Tomasz Lis – praktyka jogi oparta na doświadczeniu i precyzji
Zastanawiasz się który pasek będzie najlepszy do Twojej praktyki jogi?
Na stronie Pas Handlowy znajdziesz kompletny przewodnik po paskach do jogi – od wyboru długości i szerokości, aż po przykłady zastosowania w popularnych asanach takich jak Supta Padangusthasana czy Paschimottanasana.

Sprawdź przewodnik i wybierz pasek najlepiej dopasowany do Twojego stylu praktyki
Dowiedz się, jaki wybrać pasek →

Letnia Kolekcja artykułów jogina

Niech ta kolekcja będzie twoim letnim hamakiem. Twoim cieniem pod drzewem. Twoim kubkiem zimnej wody w upalny dzień. Twoim pozwoleniem na bycie sobą!

Letnia kolekcja artykułów Jogina

Letnia kolekcja artykułów Jogina

Człowiek jest jedyną istotą na Ziemi, która najpierw odmawia sobie przyjemności, żeby dobrze wyglądać, potem odmawia sobie wszystkiego dla dzieci, a na starość odmawia różaniec. A kiedy wreszcie znajduje trochę czasu dla siebie, okazuje się, że kot już od dawna opanował sztukę życia lepiej od niego

Zobacz na blogu
Apostazja – Masz prawo nie wierzyć!

Apostazja – Masz prawo nie wierzyć!

Coraz więcej osób – szczególnie wśród młodego pokolenia – dokonuje świadomego wyboru rozstania z instytucją, do której zostały zapisane bez własnej zgody.

Zobacz na blogu
Jak zachować spokój umysłu

Jak zachować spokój umysłu

Brak uważności jest jedną z największych epidemii naszych czasów. Medytacja przywraca nas do teraźniejszości. Tylko w niej możemy doświadczyć stanu ciszy, w którym umysł nie jest ani w przeszłości, ani w przyszłości.

Zobacz na blogu
Pełna typologia jogi praktykowanej w Polsce

Pełna typologia jogi praktykowanej w Polsce

Joga należy dziś do najbardziej rozpoznawalnych praktyk związanych ze zdrowiem, aktywnością fizyczną i rozwojem osobistym. W Polsce jej obecność stale rośnie od kilku dekad. Typologia funkcjonalna pozwala zobaczyć ten krajobraz bez wartościowania — nie pytając, która joga jest „prawdziwsza"

Zobacz na blogu
Pierwsza Letnia Sutra: Żyj prosto

Pierwsza Letnia Sutra: Żyj prosto

Dlaczego człowiek tak bardzo komplikuje rzeczy, które z natury są proste? Nie odkładaj życia do następnego etapu. Nie czekaj na idealną wersję siebie, bo taka nigdy nie nadejdzie. Nie czekaj na idealne okoliczności.

Zobacz na blogu
Joga synaps

Joga synaps

człowiek i algorytm siedzą naprzeciwko siebie i rozmawiają. Nie kłócą się o to, kto jest mądrzejszy. Nie toczą filozoficznego pojedynku na argumenty. Po prostu rozmawiają o filozofii i praktyce myślenia o człowieku, relacjach i świadomości jako o sieci połączeń, które można wzmacniać, wygładzać, aktualizować i czasem delikatnie defragmentować. Bez użycia młotka.

Zobacz na blogu
Joga synaps. Czym są neurony lustrzane

Joga synaps. Czym są neurony lustrzane

Kim są zatem tajemnicze neurony lustrzane, co naprawdę o nich wiemy i dokąd prowadzą nas najnowsze odkrycia? Nie jesteśmy po prostu odseparowanymi od siebie jednostkami. Neurony lustrzane sprawiają, że nasze ciała i umysły są połączone z innymi ludźmi

Zobacz na blogu
Jogin.pl 3.0 – nowy interfejs

Jogin.pl 3.0 – nowy interfejs

Jogin.pl 3.0 – aktualizację, która nie jest tylko zmianą wyglądu. To przede wszystkim nowy sposób poruszania się po sklepie, łatwiejszy dostęp do produktów, bardziej przejrzyste menu oraz treści pisane z myślą o człowieku, a nie wyłącznie o algorytmach.

Zobacz na blogu
Truskawkowa Sutra o Powstaniu Jogina 3.0

Truskawkowa Sutra o Powstaniu Jogina 3.0

Jak Lis stał się Wilkiem, Van Helsing przyniósł pierniki, a Śmierć przyszła na herbatę. Każda transformacja ma swoje wrota – wyjaśniła Śmierć. – Lis przeszedł przez nie i stał się Wilkiem. Ty przeszedłeś i stałeś się wersją 3.0. Ale wrota pozostają. Są zawsze otwarte dla tych, którzy chcą przez nie przejść

Zobacz na blogu



Yoga Demonstration, BKS Iyengar (1976) 

copyright ©

Fragmenty utworów publikowane są na prawach cytatu, pastiszu oraz w celach edukacyjnych, zgodnie z obowiązującym prawem autorskim. Wszelkie prawa do oryginalnych materiałów należą do ich twórców.
Treści mają charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie stanowią porady medycznej ani diagnostyki i nie zastępują konsultacji ze specjalistą. Wszelkie działania związane ze zdrowiem należy skonsultować z wykwalifikowanym pracownikiem służby zdrowia. 

Artykuł, który Państwo czytają, został opracowany na podstawie materiałów dostępnych publicznie w internecie, wywiadów udzielonych przez ekspertów, a także informacji pochodzących z raportów, publikacji branżowych i innych źródeł ogólnodostępnych. Dzięki temu możliwe było zebranie różnorodnych perspektyw i przedstawienie tematu w sposób kompleksowy, jednocześnie zachowując obiektywizm i wiarygodność prezentowanych treści -  czytaj więcej

Autorzy i wydawcy nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki wynikające z korzystania z zamieszczonych informacji -  czytaj więcej